niedziela, 3 sierpnia 2014

Dania i pieniądze cz.2



Sobotnie wieczory zmuszają do przemyśleń. Właśnie wczoraj [rychło w czas!] zdałam sobie sprawę, że Duńczycy może i posługują się banknotami o nominale 500 czy 1000kr, jednak w obiegu nie znajdziemy niczego poniżej 50 centów. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ceny prawie nigdy nie kończą się 0,00 czy 0,50. Przykładowo, ostatni mój paragon opiewa na cudowną kwotę 50,75 kr. Co w takiej sytuacji zrobi kasjer? Zainkasuje 51kr i zdziwi się wielce, widząc mnie czekającą cierpliwie na wydanie reszty. Niedoczekanie moje. I choć takie praktyki mogą oburzać, muszę nadmienić, że sklepy nie grabią mnie codziennie. Bowiem, jeśli kasa fiskalna wyświetli 20,10 kr, które powinnam zapłacić za sok, wystarczy, że wręczę kasjerowi monetę o nominale 20kr (tak, zamiast bankotów 20kr i 10kr dostaniemy w formie monety) i obędzie się bez krzyku i krzywego spojrzenia.
Wszystko ok, jednak pojawia się pytanie: po co to wszystko? Czy tylko po to, aby wzbudzić moje zainteresowanie i jeszcze większe zakłopotanie podczas robienia zakupów?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz