piątek, 1 sierpnia 2014

Ufny jak... Duńczyk?



Będąc tu już równo dwa tygodnie, mam wrażenie, że Duńczycy to naród niemal równie naiwny, co optymistycznie nastawiony do świata. Skąd takie przypuszczenia?
Wystarczy przejść się po najbliższej okolicy. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć domy, które otoczone są jakimkolwiek murem czy płotem. A bramy, które okalają budynki, z pewnością mógłby przeskoczyć niejeden uczeń szkoły podstawowej. Okna natomiast otwierają się ku dołowi [patrz zdjęcie nr 3], w sposób, który niemalże zaprasza przechodnia do otworzenia go jeszcze szerzej i przyjrzenia się wystrojowi wnętrz. Chociaż i to może okazać się niepotrzebne, biorąc po uwagę, że większość domów w sąsiedztwie składa się w 70% z okien. Nawet drzwi prowadzące do mojego pokoju są szklane [a nadmienić należy, że mam osobne wejście i będąc na podwórku, bez problemu można sprawdzić czy aby na pewno pościeliłam dzisiaj łóżko].
Ludzie ufają tu sobie bezgranicznie, nie podejrzewając nikogo o złe zamiary. Rowery pozostawiane są przed sklepami lub kawiarniami bez zbędnych łańcuchów czy zabezpieczeń. Ba! Ponoć nierzadką praktyką jest tu pozostawianie dzieci w wózkach przed domem, aby te spokojnie sobie spały na świeżym powietrzu. Nawet zimą! [a zima tu jest podobna do tej panującej w Polsce]. Nie do pomyślenia! W sklepach kasjerzy reagują zdziwieniem, kiedy prosisz o paragon. Nikt tu nikogo nie podejrzewa o kradzież. Jeśli weszłaś do innego sklepu z zakupionymi gdzie indziej produktami, a nie masz na to kwitku - nie ma problemu. Na pewno zakupy zostały nabyte legalnie.
Duńczycy są ufni, bo dlaczego by nie? Nawet jeśli ktoś ukradnie im rower [co zdarza się raz na ruski rok], kupno nowego nie stanowi dla nich problemu. Przecież ich stać. Okna otwierane są szeroko, ale cały dom zabezpieczony jest alarmem, który... nie jest włączony.
Obserwując takie zachowanie, nie jestem pewna, czy bardziej się dziwię, czy zazdroszczę...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz