poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Dania i wdzięk Chimery



Nie od dziś wiadomo, że jestem mistrzem gracji i wdzięku. Chodzę po świecie, niemalże nie dotykając palcami ziemi, unoszę się lekko niczym chmurka nad chodnikiem, a przypadkowe przedmioty same się tłuką, a siniaki na moim ciele to wynik mocniejszego przeżywania rzeczywistości. Nie to, żebym była jakaś nieporadna i obijała się o każdą możliwą rzecz stojącą na mojej drodze. O nie! To nie ja!

Zatem, wiedząc to, nietrudno ukryć zaskoczenie i przerażenie na samą myśl o tym, co zrobiłam sobie dzisiaj. Moje (już) trzyletnie umiłowanie do wszystkiego co zawiera kofeinę dało o sobie znać jakoś koło 11. Poinstruowana dokładnie na temat prawidłowej obsługi profesjonalnego ekspresu do kawy, rześko zabrałam się za zaparzanie tego zbawiennego trunku. Jakie było moje zdziwienie i strach, kiedy nagle usłyszałam łomot, a po chwili poczułam palący ból stopy. A potem znów hałas. Oczywiście, chcąc dobrze [czytaj: własnoręcznie spienione mleko w tym samym czasie co zaparzanie kawy], zapomniałam chwycić za uchwyt ze zmielonymi ziarnami, a ten pod wpływem wysokiego ciśnienia wody i temperatury rąbnął z impetem w kubek, który pękł, rozlewając cały gorący płyn. Nie muszę chyba nadmieniać, że wszystko - tj. stłuczona ceramika i wrzątek - wylądowało wprost na moich nogach, a potem zaczęło radośnie stepować po kuchennej podłodze i pobliskich szafkach. Efekt: trzy małe rozcięcia na nodze, oparzony palec i mnóóóstwo sprzątania.

Tak. To cała ja. Dziś jeszcze tylko 2 razy mało co nie potknęłam się na odkurzaczu podczas próby naprawy całego bałaganu, ale to przecież wiadome. Szyk. Gracja. Wdzięk. Powab. Ach, jakże nieuchwytne dla mnie są te cechy...

Na pocieszenie T. powiedziała mi dzisiaj, że panie w żłobku były pod wrażeniem mojego angielskiego. Ja jestem jeszcze pod większym, że były w stanie mnie zrozumieć.


Chimera w pełnej krasie. Obawiam się, że liczba siniaków i blizn przewyższa śmiało moje IQ. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz