Ponad
dwudziestogodzinna podróż sama w sobie jest udręką. Spędzenie
niemal doby na jednym (w dodatku bardzo niewygodnym) siedzeniu
autobusowym nie należy do rzeczy, które wpisałabym do swojej
BucketList. A jednak trwam cierpliwie, odliczając godziny, minuty,
momenty, kiedy chcę siarczyście zaklnąć.
W
chimerycznych podróżach pewne jest jedno: zawsze będą ciekawe i
pełne niedogodności.
Bo
któż inny już na starcie czeka ponad godzinę na spóźniony
autobus z Rygi , w którym na dobre hulają wschodni sąsiedzi?
Kto
trafia na starszą panią z tyłu, która nie dość, że nie zajmuje
swojego miejsca, kłóci się jak opętana w sobie tylko zrozumiałym
języku, po czym prycha i sapie co każde pół minuty?
Czyj
sąsiad z boku o 3 nad ranem postanawia zrobić imprezę, podczas
której didżejować będzie on sam, pochrupując raźno chipsy tak,
że nie pozwala zasnąć?
Któż
przyjeżdża spóźniony do Berlina, nie może odnaleźć kolejnego
busa, który miał już dawno odjechać?
Czyja
torba podręczna rwie się na środku płyty dworca?
Kto
czeka przez kolejne 2h na spóźniony autobus, który ma dostarczyć
nowych pasażerów do naszego busa?
Każdy niecierpliwi się w takim samym języku. Nawet pan kierowca miał już dość... A to dopiero czekanie na odjazd...
Kto
trafia na miejsce obok trójki rozgadanych i nieco rozkapryszonych
dzieciaków, kiedy niemal cały autobus jest prawie pusty?
Apropo
autobusu, kto wysłuchuje wywodu dziewięciolatka o różnicach
między autokarami a autobusami?
Kto
od ponad 25h nie miał w ustach kawy?
Kto
zaczyna powoli panikować przed duńską przygodą?
Ja!
Ja! Ja!
Więcej
grzechów nie pamiętam. Ale spamiętaj i zapiszę.
P.S. Post powstał wczoraj w drodze, ale wifi też nie zadziałało.

Widzisz, najważniejsze to dobrze zacząć. Reszta sama poleci :) Ty lepiej wybierz się na jakąś krajoznawczą wycieczkę i wrzucaj zdjęcia ^^
OdpowiedzUsuń